niedziela, 28 września 2014

Rozdział 44.

Iwona posiedziała u mnie do wieczora. Próbowała mi jakoś pomóc, radziła mi od zostawienia Paula i rzuceniu się na Michała , do zakończenia tej znajomości i spłodzeniu małych Lotmanów. No trzeba jej pogratulować pomysłowości. Zaczęłam nawet rozważać ucieknięcie w pizdu. I szczerze mówiąc jest to cholernie kusząca opcja. Z takimi myślami zasnęłam. 
Obudziłam się jakoś po ósmej, Paula już nie było w łóżku. Słyszałam lejącą się wodę więc drogą dedukcji (tak znam takie trudne słowa) wywnioskowałam że bierze prysznic. Tak, ja i moja inteligencja. Powiedziałam mu wczoraj że jadę do Weroniki, oczywiście nie był zadowolony z tego powodu ale nie robił mi problemów. Miałam co prawda wyrzuty sumienia że stawiam go w takiej sytuacji, no ale musiałam coś wymyślić, bo tak jak było być nie mogło.
Spakowałam jakieś ciuchy, nawet zbytnio nie patrzyłam co pakuje.Zjadłam szybkie śniadanie, wypiłam szklankę soku pomarańczowego jak miałam w zwyczaju i poszłam się szybko ogarnąć do łazienki.Ubrałam się w dresy i zwykłą bokserkę, uczesałam koka i lekko się pomalowałam. Wyszłam z łazienki i swoje kroki skierowałam do salonu gdzie siedział mój mężczyzna.Pocałowałam go na pożegnanie i chwyciwszy swoje rzeczy, wyszłam z domu.  Postanowiłam że pojadę pociągiem. Do Katowic to około 3 godziny jazdy samochodem. Z peronu miał mnie odebrać mąż mojej kuzynki Teddy. Niestety był niepocieszony wiadomością że z walizką nie zmieszczę się na motor. Soł sed - jakby to powiedział Igła. Po kilku minutach czekania.. ta jasne po kilku. Po półgodzinie czekania w końcu zjawił się mój pociąg. Weszłam więc do niego i skierowałam się w stronę mojego przedziału. 
W środku siedziała jakaś starsza kobieta i młody chłopak. Przywitałam się grzecznie i walnęłam na wolne miejsce. Wyciągnęłam moją aktualną lekturę którą była książka zatytułowana " Hopeless" i zaczęłam czytać. Po jakichś dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Pani Szymańska! Gdzie się pani do cholery podziewa?- usłyszałam zdenerwowany głos Alka.
- Alek kochanie, nie spinaj się tak bo Ci coś pęknie i grać nie będziesz mógł.- powiedziałam uśmiechając się szczerze usłyszawszy jego głos.
- Dobra, dobra. Ty mi tu nie pierdol tylko mów gdzie jesteś? I czemu Paul taki struty jest? 
- Nie klnij bo powiem Natalce! Jadę na jakiś czas do Katowic. - odpowiedziałam wzruszając lekko ramionami. 
-Ok, bądź tam grzeczna i odzywaj się do brata, tak? 
- Oczywiście, kocham Cie. - powiedziałam i cmoknęłam do słuchawki.
- No ja Ciebie też. Trzymaj się malutka.- powiedział i się rozłączył.
Spojrzałam na telefon. Zero wiadomości, zero nieodebranych połączeń. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni i przymknęłam oczy. Było mi tak błogo kiedy w pewnej chwili poczułam jak ktoś dotyka mojej nogi. Zerwałam się momentalnie. Okazało się że była to ta kobieta. 
- Przepraszam, jesteśmy już w Katowicach. - powiedziała uśmiechając się delikatnie.
Podziękowałam uśmiechem, zgarnęłam torby i wyszłam na peron. Czekał już tam pan Błażusiak.
- Cześć mała - powiedział i mocno mnie przytulił. 
- Cześć Teddy. Fajnie Cię widzieć.- powiedziałam i uśmiechnęłam się w jego kierunku.
- Chodź bo Wera i potwory czekają na Ciebie. 
- Jak tam ostatni wyścig? -spytałam.
- A dziękuje, dobrze. Trzeci byłem. - odpowiedział dumnie.
Na tego typu rozmowach zleciał nam czas dojazdu do domu. Kiedy dojechaliśmy w końcu moja kuzynka wyszła z domu by mnie przywitać.
- Cześć kochanie - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- No witaj. Gdzie potwory? 
- Zośka rysuje dla Ciebie laurkę, a Fabian jest jeszcze w szkole.
Kiwnęłam głową i razem z małżeństwem weszłam do domu gdzie zostałam zaatakowana przez małą blondyneczkę.
- Cioocia- krzyknęła i w momencie znalazła się na moich rękach.
- Cześć szkrabie. - powiedziałam i cmoknęłam ją w czółko. - Mam coś dla Ciebie.
- Co masz? - spytała lekko sepleniąc.
Z torby wyciągnęłam pluszowego misia i jej go podałam.
- Podziękuj ładnie Cioci, Zosiu.- upomniała córkę Weronika.
- Dziękuje - powiedziała mała i cmoknęła mnie w policzek.
- Chodź napijemy się kawy.- powiedziała do mnie Werka.
Skinęłam głową rozbierając się. Szwagier zaniósł moje rzeczy do pokoju gościnnego, a my poszłyśmy do kuchni. Rozmawiałyśmy popijając gorący napój gdy dostałam smsa.
" Nie mogę przestać o Tobie myśleć. Namieszałaś w mojej głowie. M."
Westchnęłam i walnęłam głową o stół.
- Czyli coś się stało -stwierdziła moja kuzynka.
- Eh.. nie pytaj- odparłam.

*****
Dziękuje za wszystkie wyświetlenia, za komentarze i że w ogóle jesteście ze mną! 
Nie wiem ile jeszcze będzie rozdziałów. Strasznie ciężko mi się rozstać z tym blogiem. 
Rozdział dla mojej kochanej W. 
Czytasz+ Komentujesz= Motywujesz.
Kisses, 
Rudzielec.


piątek, 19 września 2014

Rozdział 43

Przebrałam się w lenią sukienkę, narzuciłam kurtkę jeansową, włożyłam sandałki i krzyknęłam do Paula który akurat był pod prysznicem że wychodzę. Szłam powoli lekko się denerwując. 
Zobaczyłam go. Siedział na ławce i patrzył beznamiętnie na wszystko dookoła. Wyglądał dobrze, naprawdę dobrze. Miał na sobie jeansy i czarną koszulę . (Czy wspominałam że kocham mężczyzn w koszulach?Nie? No to już mówię. Kocham ich!) W rękach obracał piękną, czerwoną różę. Widać było że nad czymś intensywnie myśli. 
"Raz się żyje"- pomyślałam. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam.
- Ym. Hej.- powiedziałam dość niepewnie jak na mnie.
- Cześć. Pięknie wyglądasz.- powiedział i pocałował mnie w policzek. 
Czułam że zarumieniłam się na te słowa.
- Dziękuje. - odpowiedziałam grzecznie i usiadłam obok niego.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Próbowałam myśleć racjonalnie ale w jego obecności to nie było takie proste. Przy nim czułam się jak nastolatka. Serce waliło mi jak szalone, oddech również przyspieszył. Nie umiałam się uspokoić. 
- Tak. A więc chciałem z Tobą porozmawiać.- powiedział po chwili przerywając moje rozmyślenia.
- Więc jestem- powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Nie wiem co to było ale nie mogę przestać o tym myśleć Natalko. Tym jednym pocałunkiem zrobiłaś mi rozpierdol w głowie. Naprawdę nie rozumiem tego wszystkiego. - mówił cały czas patrząc mi głęboko w oczy. 
- Michał.. Ja też nie wiem co mnie podkusiło. Wiem, to było samolubne z mojej strony, Jak widać nie myślałam w tamtej chwili. Przepraszam Cię. Wracaj do rodziny. Do córki. - powiedziałam spuszczając głowę. Oczy zaszły mi łzami, a jeszcze mi brakowało by rozpłakać się przy nim.
- A co z Tobą? - spytał podnosząc mój podbródek by spojrzeć mi w oczy.
- Dam radę. Jadę do kuzynki. Pomyślę co zrobić. 
Pokiwał głową nic nie mówiąc. Bacznie mnie obserwował jakby bał się że zrobię sobie krzywdę. 
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Bo jesteś piękna.- odpowiedział pewnie.
- Przestań. Teraz to Ty robisz mi rozpierdol.
- Dlaczego? Przecież nic nie zrobiłem. 
- Wiesz co jest najgorsze? Pozwolić odejść komuś kogo się kocha. Ja.. pozwoliłam Ci kiedyś odejść- powiedziałam. - I to była moja najgorsza decyzja..- dodałam ciszej.
- Przecież poznałaś Paula. Nie jesteś z nim szczęśliwa? 
- Jestem i to bardzo. Ale.. on zasługuje na kogoś lepszego niż ja. 
- To co teraz? Udajemy że tego nie było? Ale i tak już nie będzie tak jak wcześniej.
- Nie wiem Michał..- powiedziałam po czym wstałam z ławki.
- Kiedyś wyznałabym Ci miłość i po prostu bylibyśmy razem ale teraz.. Nie wiem co czuje. Przepraszam. -dodałam i uciekłam. 
Biegłam do domu. Próbowałam się uspokoić ale tak bardzo bolało mnie serce. Zaczęło mi brakować oddechu. Wpadałam w histerię. Wiedziałam że mój chłopak jest na treningu w tej chwili więc szybko weszłam do mieszkania, zwinęłam się w kłębek na podłodze w salonie i przez kilka minut tak leżałam uspokajając oddech. Liczyłam od jednego do stu. Kiedy byłam przy sześćdziesięciu zadzwonił mój telefon. 
- Słucham?- powiedziałam odbierając.
- Natka? Co Ci jest?-usłyszałam głos Iwonki. 
- Możesz przyjechać? Błagam Cię. - powiedziałam łamiącym się głosem. 
- Będę za pięć minut. - odpowiedziała i rozłączyła się. 
Rzuciłam telefonem gdzieś w kąt i leżałam dalej. Z mojego letargu obudził mnie dzwonek do drzwi.
- Otwarte! -krzyknęłam najgłośniej jak tylko mogłam.
Do mieszkania wleciała Ignaczakowa. 
- Jezus Maria! Mała co Ci jest? Dasz rade wstać? 
- Iwona.. ja.. umarłam w środku - odpowiedziałam i walnęłam głową o zimną posadzkę. 
- Co Ty pierdolisz?-spytała wyczułam lekkie zdenerwowanie mojej towarzyszki ale nie dałam po sobie poznać.
- Nie wiem co mam robić- powiedziałam i wybuchnęłam głośnym płaczem.

***
Witam,
dodaję nowy rozdział! Mam nadzieję że się spodoba.
Czytasz+Komentujesz=Motywujesz!!
Ded. dla W <3

Kisses,
Rudzielec 

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 42

Jakiś czas później. 
Nie miałam kompletnie żadnego kontaktu z Kubiakiem. Ani ja nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, ani on nie palił się do rozmowy ze mną. Cały czas zastanawiałam się co mnie podkusiło by go pocałować. Nie rozumiałam sama siebie.
Obudziłam się jak zwykle w ramionach Paula. Patrzyłam chwilę na niego. Wiedziałam że go kocham ale Michał.. do niego  też coś czułam. Wstałam cicho nie budząc chłopaka i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kawę i jak miałam w zwyczaju gdy chciałam pomyśleć usiadłam na parapecie. Zaczęłam wspominać jak poznałam chłopców, jak poznałam Michała.. To było dość zabawne.

"Cieszysz się jak głupia. Ale szkoda Ci jest skrzatów. Nagle wpadasz na kogoś. Upadasz na schody. Jesteś wściekła na debila który Cie przewalił.
- Uważaj jak łazisz idioto.- próbujesz wstać.
- Przepraszam.. Ja.. Przepraszam- mówi speszony- Pomogę Ci wstać.
Chwytasz go za rękę i dopiero wtedy zobaczyłaś kim jest sprawca. Zamarłaś.
Był to nikt inny jak Michał Kubiak. Stał przed tobą z nieśmiałym uśmiechem.
- Bardzo Cię przepraszam. Naprawdę nie chciałem. Zagapiłem się.
- Ja.. Em.. spoko.. To jest.. Nic mi nie jest.
- O widzę ze już poznałeś naszą nową maskotkę – wyskoczył jak Filip z konopi nasz kochany Libero.
- No wiesz?! – udajesz oburzoną i dajesz  mu kuksańca .
- Auaa. Oj kochanie nie gniewaj się .
- Echem- O swoim istnieniu przypomniał wam Dziku.
- Tak w ogóle to Natalka jestem ale przyjaciele ze względu na mój wzrost mówią na mnie Maleństwo- grr.. znowu się błaźnisz
Tylko nieliczni wiedzą że gdy się denerwujesz to włącza Ci się słowotok.
- Miło mi. Jestem Michał, a przyjaciele mówią na mnie Dziku ewentualnie Kruszyna.

Słysząc jego speszony głosik chichoczesz cicho..."

Boż i jeszcze ta impreza.. 
Siedziałam tak i wspominałam z rozmarzonym uśmiechem.W końcu uświadomiłam sobie że muszę odpocząć. Postanowiłam że pojadę do mojej kuzynki Weroniki. Wzięłam telefon i wybrałam do niej numer.
Po kilku sygnałach odebrała. 
- No nie wierzę Ciotka Natalka się odezwała!- usłyszałam wesoły głosik Wery. 
- Tak, tak wiem. Zła, be Natka. - powiedziałam do niej ze śmiechem.
- No dobra gadaj mnie tu szybko co chcesz bo mi tu Zośka z Fabianem sie biją. 
- Tak jak my kiedyś.. A wracając, mogę Cię odwiedzić?
- Jeszcze pytasz?! Kiedy mam się Ciebie spodziewać? 
- Hm. Powiedzmy jutro rano? 
- Spoko, coś się stało? 
- Pogadamy jutro. Ucałuj szkodniki.
Usłyszałam śmiech po drugiej stronie i dźwięk zakończonego połączenia. 
Zastanawiałam się jak powiem o tym chłopakom gdy nagle odezwał się mój telefon.
Był to Kubiak.
- Cześć. 
- Emm.. No hej. - powiedziałam niepewnie.
- Masz czas? - zapytał.
- Tt.. Taa. mam.
- W takim razie wyjdź proszę z domu i przyjdź do parku. Chyba powinniśmy porozmawiać. - mówił spokojnym głosem. 
- Dobrze. Będę za 15 min. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Dziwnie się poczułam kiedy zakończyłam rozmowę. Cieszyłam się ale także czułam wielki niepokój. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Bałam się jak mogę się zachować. Musiałam wszystko mieć pod kontrolą. Bałam się że może dalej żywię jakieś uczucie do Michała. A wtedy... Co z Paulem? Co jeśli Kubiak powie mi że nie chce już mnie widzieć?  Ech.. Czym ja się przejmuję? Przecież ja go nie kocham..prawda?

**** 
Witajcie :* Specjalnie z okazji końca wakacji i rozpoczęcia roku szkolnego mam dla Was nowy rozdział. Czy się spodoba? Nie wiem, ale mam nadzieję. Dziękuję za wszystkie wejścia, komentarze etc. 
Czytasz+Komentujesz=Motywujesz.
Kisses,
Rudzielec. 




czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 41

włącz
Usłyszałam tylko huk. Domyśliłam się że to z sypialni. Wbiegłam tam i zobaczyłam jeden wielki rozpierd.. bałagan. Z szafy powywalane ciuchy, książki wywalone na podłogę , a na łóżku siedział szlochający libero.
- O Boże.. Krzysiek.- szybko znalazłam się obok niego i mocno go przytuliłam.
Ignaczak jedynie położył głowę na moich kolanach i dalej płakał.
- Tak bardzo Cię przepraszam że nie było mnie tu cały czas. To się więcej nie powtórzy. Obiecuję że od teraz będę zawsze przy Tobie. - mówiłam coraz to bardziej łamiącym się głosem.
Kiedy patrzyłam na cierpienie mojego przyjaciela czułam jego ból. Tak bardzo chciałam mu pomóc.
- Natka.. Przepraszam że na to patrzysz. Ja..- zaczął Krzysiek nieco nieskładnie.
- Ciii. Spokojnie. Nie masz za co przepraszać. Jestem tu dla Ciebie.
- Tak bardzo mi go brakuje.
- Wiem. Chodź, ogarniemy tu i pójdziemy na spacer.- wstałam i chwyciłam go za rękę.
Posprzątaliśmy szybko, zgarnęliśmy Kubiaka i poszliśmy na spacer.
-Mała..- zaczął Krzysiek.
Spojrzałam na niego dość niepewnie. Moja intuicja mówiła mi że on coś kombinuje.
- No słucham.
- Bo.. bo Ty jesteś dobrym fotografem i.. Nie zastanawiałaś nad pracą w Reprezentacji? - skończył swoją dość nieskładną wypowiedź.
- Hahahahahhahh dobry żart. A smok w tej bajce był? - zapytałam szczerze rozbawiona.
- Z czego rżysz? Zgadzam się z Krzyśkiem. To jest dobry pomysł. Widziałem Twoje zdjęcia i masz  naprawdę talent. - dodał swoje trzy grosze Michał.
- Nawet jeśli bym wysłała swoje CV to i tak szanse na dostanie się są maleńkie. Doskonale wiecie że mnóstwo ludzi marzy o tej posadzie. - powiedziałam kopiąc kamyk.
- No bo.. no bo.. My.. bo.. wysłaliśmy Twoje zgłoszenie. - wydukał Igła.
- Co kurw.. ?! Ale jak to?! Mówiąc my masz na myśli..?
- Noo ja, Piter i Misiek.
- O ja pier...
- Hamuj, nie ładnie tak przeklinać.- pomachał mi palcem Kubiak.
- Zamknij się. - warknęłam. - Igła uduszę Cię!
- Powinnaś nam dziękować. Dostałaś tą robotę. Na razie na okres próbny ale.. - nie skończył mi tego tłumaczyć bo już wisiałam na jego szyi.
- Dzięki,dzięki, dzięki!! Kocham Cię, Was. - krzyczałam w przerwach na całowanie go w policzki.
- Ejj ja tez chce buziaka. W końcu też brałem w tym udział. No i mocno trzymałem w kciuki. - zaczął kręcić Kubiak.
W chwili euforii wskoczyłam mu na ręce i musnęłam go w usta. On szeroko otworzył oczy, a ja szybko zeskoczyłam z jego rąk.
- Ja.. bo.. przepraszam. - jąkałam się totalnie skołowana.
Widziałam że on także nie wiedział co zrobić. Otwierał i zamykał usta. Uśmiechał się lecz chwilę później kręcił głową jakby prowadził wojnę sam ze sobą.
- Jasna dupa. - mruknął Krzysiek drapią
się po karku.

Z punktu widzenia najlepszego, najprzystojniejszego i w ogóle naj libero.
Booż co to było? Kubiak ma minę jak kot srający na pustyni, a Mała.. wygląda na przerażoną ale oczy świeciły jej niesamowicie. W życiu nie widziałem w nich takiego blasku. Patrząc na Michała mogę powiedzieć to samo. Co oni wyprawiają do cholery?! Będzie potrzeba interwencja.
- Ja.. ja pójdę już.- wyjąkała Natka.
- Ta.. no ja.. też się już będę zbierać.- mruknął Michał który cały czas kątem oka obserwował rudą.
- Wiesz co daj mu kluczyki, ja Cię odwiozę tylko chcę z Tobą pogadać.
Kiwnęła głową, oddała kluczyki Kubiakowi i ruszyła ze mną.
Kiedy oddaliliśmy się od ''miejsca zbrodni" odezwała się.
- Jeśli chcesz wiedzieć co to było to się nie dowiesz. Sama nie wiem. - mówiła patrząc w dół.
- Ok. To przynajmniej mi powiedz co teraz czujesz. Bo z tego co widziałem nie był to zwykły pocałunek.
- Nie wiem co czuję. Naprawdę. Kompletny rozpierdol w głowie.- powiedziała i się rozpłakała.
Przytuliłem ją mocno i szliśmy dalej.

****
Witajcie! Wakacje. Rozdział dłuższy (przynajmniej mi się tak wydaje) . Oceńcie jak się podoba.
Specjalnie dla W. <3
Czytasz+ Komentujesz= Motywujesz
Kisses,
Rudzielec

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 40

- Państwo Kubiak mają zaproszenie od mojego przystojniaka do nas.- wyszczerzyłam się w ich kierunku.
Kubi z wrażenia wypluł Colę którą pił. a jego oczy zrobiły się wielkości pięciozłotówek.
- Nas? Mieszkacie razem?- spytał.
- Noo tak? Jakiś problem?- zapytałam i spojrzałam na niego opierając ręce o biodra.
- Nie, nie. Gratulacje.- powiedział uśmiechając się, mocno mnie przytulił.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.- Dobra to chodźcie. Dryndnę jeszcze do Ignaczaków może wbiją.
Kiwnęli głowami i ruszyliśmy w stronę mojej kwatery. Po krótkim spacerku dotarliśmy do mieszkania.
- Wchodźcie i się czujcie się jak u siebie. - powiedziałam wpuszczając ich do środka.- Kochanie , jesteśmy!
- Uno momento Czikita!- krzyknął Paul.
Wywróciłam oczami i zapytałam czy mają na coś ochotę. Kubiak po rozłożeniu się wygodnie na kanapie czyt. nogi na stół odparł że chętnie by coś wsunął i do tego poklepał się po brzuchu.
- Boż z kim ja żyję? Pola, skarbie jak będziesz już starsza to bądź bardziej rozsądna w wyborze chłopaka niż Twoja mamusia. - powiedziała Monika śmiejąc się do córki.
Michał jak to usłyszał obraził się śmiertelnie, pokazał wszystkim dookoła jak bardzo jest dojrzały pokazując język, tupiąc nóżką i obrócił się do nas plecami.
Monika wzięła się za udobruchanie narzeczonego więc zdecydowałam że pójdę zadzwonić do Krzyśka.
Zgarnęłam telefon i poszłam do kuchni. Usiadłam na kredensie jak to miałam w zwyczaju i wybrałam numer libero. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał. Poczta.
- Dziwne- mruknęłam po drugiej próbie.
Zadzwoniłam jeszcze do mojego brata bo dawno nie rozmawiałam z nim.
- Cześć braciszku- zawołałam gdy odebrał.
- Hej Kreciku- zaśmiał się.
- Daj spokój nie mam pięciu lat.- mruknęłam niezadowolona tym przezwiskiem.
- Oj weź , kiedyś Ci to nie przeszkadzało. Co tam u Ciebie siostra? Nie dzwonisz do mnie- powiedział smutno.
- Przepraszam, zalatana jestem. Wiesz jak to jest praca, dom, Paul no i oczywiście moje duże dzieci .
- Ach no tak moja mała siostrzyczka znalazła chłopaka. To kiedy poznam szwagra?
- Przywiozę go na Twoje urodziny związanego w bagażniku, pasuje?- zapytałam śmiejąc się.
-Oż kurw.. to znaczy.. no. Trzeba po chłopaków dzwonić ale to koniecznie! Właśnie mówiłem już Alkowi ale i Tobie powtórzę że na imprezę zapraszam też Twoje duże dzieci.
- Ze swoimi drugimi połówkami?
- Drzewo do lasu będą zabierać? - zaśmiał się. - Nie no żartowałem. Oczywiście zapraszam!
- Dobra, braciszku kończę bo muszę jeszcze coś załatwić. Pozdrów Justynę. Paa.-pożegnałam się i zakończyłam rozmowę.
Spróbuję jeszcze raz- pomyślałam. Wybrałam numer do Ignaczaka i czekałam.
- Heej do Ciebie ciężej się dodzwonić niż do papieża!- powiedziałam wesoło.
- Cześć, przepraszam ale nie mogłem rozmawiać.- powiedział smutno.
- Coś się stało?- spytałam przestraszona.
- Niee. Przepraszam, muszę kończyć.- powiedział i się rozłączył.
Spojrzałam zdezorientowana na telefon i wróciłam do moich gości do których dołączył już mój chłopak. Podeszłam, usiadłam mu na kolana i wsłuchałam się w rozmowę.
- Który dziś jest?- spytałam.
- Dziś? No 10 maja. - powiedział Kubiak.
Chwilę się zastanowiłam i naglę wszystko stało się jasne. Dziś są urodziny Arka.
- Jasna cholera. Muszę jechać do Krzyśka. - powiedziałam szybko wstając.
- Coś się stało? - spytał Paul.
- 10 maja.. no jasne.- mruczał pod nosem Michał.- Czekaj. Jadę z Tobą, w końcu to też mój przyjaciel.
Kiwnęłam głową i już po chwili siedzieliśmy w moim Infiniti.
- Infiniti? Dobry gust masz co do samochodów!- zaśmiał się.
- Mój były chłopak miał takiego. Może go znasz? Też ma na imię Michał, jest siatkarzem i siedzi koło mnie.- powiedziałam i popatrzyłam na niego.
- No, chociaż tego Cie nauczyłem.-wyszczerzył się.
Po kilku minutach byliśmy już przed domem Ignaczaków.Wlazłam bez pukania jak zawsze.
- Krzysiek!! - wydarłam się.
Usłyszałam tylko huk. Domyśliłam się że to z sypialni. Wbiegłam tam i zobaczyłam...

****
Dzień dobry!!
Z okazji ostatniego dnia szkoły mam dla Was rozdział :))
Czytasz+ Komentujesz= Motywujesz!!!
/Rudzielec

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 39

- Serio?- spytałam lekko przestraszona.
- No tak. Chcę żebyś poznała moją rodzinę. Czy to coś dziwnego?
- Nie. Dobra, zgadzam się ale pod małym warunkiem. - powiedziałam zagryzając lekko wargę.
- Nie, nie będziesz rządzić pilotem. - powiedział śmiejąc się.
- Och zamknij się! - walnęłam go w ramię- Nie o to mi chodziło. Skoro ja mam poznać Twoją rodzinkę, to Ty jedziesz ze mną na urodziny mojego brata.
- Czyli mam poznać szwagra? Spoko, myślę że dam radę - wyszczerzył się.
Ja natomiast zaśmiałam się i poszłam do kuchni mówiąc cicho.
- Ach naiwny myśli że w moim bracie będzie miał największy problem. - i znowu się zaśmiałam.
Czeka na niego cała rodzinka i przyjaciele. To będzie dobre.- pomyślałam.
Zrobiłam sobie zieloną herbatkę, chwyciłam jabłko w tym samym kolorze i poszłam do salonu. Wyciągnęłam laptopa i postanowiłam nadrobić seriale. Na pierwszy ogień poszedł mój ukochany Sherlock.
Rozłożyłam się wygodnie i zaczęłam oglądać. Po chwili mój chłopak rozłożył się na mnie.
- Spadaj grubasie! Serial oglądam. - warknęłam i starałam się go zrzucić.
- Ej, ej chudzielcu! Ważę tylko 93 kg więc bujaj rajstopy!- dźgnął mnie w żebra i zaczął całować po szyi.
- Kochanie Ty moje największe pohamuj trochę te swoje zapędy seksualne i daj mi skończyć. Obiecuję że po tym odcinku zajmę się Tobą. - powiedziałam poruszając charakterystycznie brwiami.
Westchnął głęboko, pocałował mnie i rozłożył się na moich nogach.
- Skarbie, a od kiedy Ty Sherlocka oglądasz?- spytał po chwili.
- Oj od niedawna. Wciągnął mnie.
Godzinę później.
Uff genialny odcinek. Uwielbiam Benedicta. I ten jego akcent. Awwww.
- Dobra Skarbie skończyłam. To na czym my to.. - powiedziałam ale nie skończyłam gdyż zobaczyłam najsłodszy widok jaki kiedykolwiek widziałam.
Mianowicie zobaczyłam mojego przystojniaka śpiącego zwiniętego w kulkę.
Wyswobodziłam się z jego uścisku i pomknęłam po aparat. Cyknęłam mu kilka fotek i przykryłam go kocem. Spojrzałam na zegar. Jako że było już po południu przebrałam się w letnią sukienkę, nałożyłam balerinki i ruszyłam z aparatem na spacer. Oczywiście najpierw napisałam kartkę mojemu Romeo żeby się nie martwił "Skarbie poszłam na spacer. Kocham, N." 
Ruszyłam przed siebie. Szłam przez park i zobaczyłam dwójkę dzieci bawiących się na huśtawce. Wyglądali tak uroczo że aż nie mogłam się oprzeć i zrobiłam im zdjęcie. Pochodziłam jeszcze chwilę cały czas cykając fotki.
- Przepraszam panią. Czy mogłaby nam pani zrobić zdjęcie?- zapytał mnie ktoś za mną.
Obróciłam się i zobaczyłam Michała Kubiaka z Moniką i małą Polą.
- O rany co tu robicie? - zapytałam prawie krzycząc.
Od razu rzuciłam się by wy przytulać Miśka i małą.
- A no wpadliśmy by odwiedzić Ignaczaków. To co z tymi zdjęciami? - zapytał śmiejąc się Michał.
- Takich modelów jak Wy to ze świecą szukać. Piszę się na to. - wyszczerzyłam się w jego kierunku.
- A gdzie twój facet? - spytała Monika.
- Hmm. Aktualnie śpi. Usnął jak oglądaliśmy mój serial.- uśmiechnęłam się do niej, co odwzajemniła momentalnie.
- Pamiętniki z Wakacji? - podchwycił temat Kubiak.
- Nie, Sherlock frajerze. - powiedziałam i pokazałam mu język.
- Też to oglądasz? Serio? O matko uwielbiam Benedicta!! - powiedziała podekscytowana Monika.
I zaczęłyśmy nawijać o serialu. W między czasie porobiłam im genialne (nie chwaląc się ) zdjęcia.
Po jakimś czasie postanowiliśmy wstąpić do kawiarni.
Zamówiłam moje ulubione tiramisu gdy nagle zadzwonił mój telefon.
- Słucham?- odebrałam.
- Kochanie, gdzie jesteś? Martwiłem się jak nie znalazłem Cię w domu.- powiedział smutnym głosem mój ukochany.
- Skarbie jestem w kawiarni z państwem Kubiak i przeuroczą Polą. Spotkałam ich w parku.
- Michał jest w Rzeszowie? - zapytał zdziwiony.
- No jest, a raczej są.
- No to zaproś ich do nas. - zaśmiał się.
- Dobra. Kocham Cię.
- A ja Ciebie.

***
Nooowyyyyy :D Długo mi zeszło pisanie tego rozdziału ale to taki szczegół :D
Czytasz+ komentujesz=Motywujeeesz!
Całuski,
Rudzielec

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 38.

włącz:
Obudziłam się jakoś po ósmej, bo ktoś dobijał się  do mnie na telefon. Nie patrząc na wyświetlacz zgarnęłam komórkę i szybko wyszłam z sypialni by tylko nie obudzić mojego ukochanego. Odebrałam i zaczęłam robić sobie kawę.
- Halo?- powiedziałam głośno ziewając.
- Już Ci mówiłem, że za halo w mordę walo. Obudziłem panienkę? - zaśmiał się Karol.
- Ależ skąd! Przerwałeś jedynie moje patrzenie na powieki słońce.- wyszczerzyłam się ale po chwili przypomniałam sobie, że on tego nie widzi i strzeliłam sobie z otwartej dłoni w czoło.
Usłyszałam śmiech po drugiej stronie.
- Niech zgadnę. Wyszczerzyłaś się ale skapnęłaś się że, ja tego nie widzę i ze swojej głupoty przybiłaś sobie głośnego facepalm`a.  A teraz masz wytrzeszczone oczyska. - zachichotał Kłos.
- Brawo Sherlocku ale jak Ty to..- zaczęłam.
- Oj kochana, no kto jak kto ale ja Cię już troszku znam.
Zaczęłam się śmiać. No tak, to prawda. Znamy się jak łyse konie. Jest dla mnie tak samo ważny jak Alek, Igła czy Piotruś.
- Dobra, my tu gadu gadu, a Ty coś pewnie ode mnie chcesz.
- Kiedy mnie Mała odwiedzisz? Stęskniliśmy się wszyscy za Tobą. Zwłaszcza ja i Winiar. No i jeszcze Zati truje mi dupe... - powiedział to tak wesołym głosem, że nie dało się nie uśmiechnąć.
- Karol, wiesz że Cię kocham ale z takim pytaniem równie dobrze mogłeś zadzwonić troszku później. A tak na serio to nie wiem kiedy. Mogę zgarnąć mojego pięknego? - zapytałam z uśmieszkiem.
- Pięknego? To już nie jesteś z Paulem? - zaśmiał się. 
- Głupi jesteś. 
- Też Cię kocham. Dobra bier go. I dawaj mi tu znać kiedy. 
- Na telefon?
- Nie wiem. Telefon, Fejs, Gadu, Skype, znaki dymne . Masz wielki wybór słonko. 
- Dobra idę robić mojemu śniadanko. Trzym się i Olkę pozdrów. 
- Ja też chcę śniadanie! Dziękuje . Na razie Malutka.- powiedział, cmokną do słuchawki i rozłączył się. 
Ja natomiast włączyłam sobie Eskę TV gdzie leciała właśnie moja ulubiona piosenka i wzięłam się za śniadanko.
- And I know you wish for more, and i know you try. And now you realize, you know the time is right. - zaśpiewałam razem z Sharon den Adel. 
Postawiłam na naleśniki więc wyciągnęłam potrzebne składniki i po chwili ciasto było gotowe do smażenia. 
Przez cały czas gdy "gotowałam" mówiłam sobie Kocham tą kuchnię. Kocham tą kuchnię. 
Może to dziwne ale naprawdę tak było. Kochałam kuchnię, sypialnie, calutkie mieszkanie. Myślicie pewnie że jestem materialistką, że zależy mi tylko na pieniądzach ale to nie prawda. Kochałam to wszystko ponieważ całą tą siedzibę bo była przesiąknięta Paulem. Wszędzie czułam jego obecność, jego zapach. Po prostu jego.
- Kurwa!- krzyknęłam .
Tak się rozmarzyłam że spaliłam jednego pieprzonego naleśnika. 
- Jezus Maria! Wszystko w porządku? Nic Ci się nie stało? Co tak śmierdzi? Boże, pali się? - wpadł Paul do kuchni i zasypał mnie gradem pytań. 
Zarumieniłam się, przygryzłam wargę i spojrzałam na swoje stopy. 
- Chciałam Ci zrobić śniadanie ale sama myśl o Tobie mnie rozpraszała... No i spaliłam naleśnika.
Zaśmiał się cicho. 
- Jesteś urocza gdy się czegoś wstydzisz.- powiedział unosząc lekko mój podbródek i całując mnie lekko.
Otworzyliśmy okna by choć trochę wywietrzyć mieszkanie. Zjedliśmy to co mi wyszło, ubraliśmy się i poszliśmy na spacer. Jako że chłopcy i ja mieliśmy wolne poszliśmy na spacer. Oczywiście z moim wiernym przyjacielem aparatem. Szliśmy sobie wesoło gdy nagle zobaczyliśmy uroczą, starszą parę siedzącą na ławeczce. 
- Kochanie, spójrz. - powiedziałam i wskazałam na nich głową. 
- My też będziemy tacy szczęśliwi. Albo nawet bardziej. - powiedział mocniej ściskając moją rękę. 
Przystanęłam i spojrzałam mu głęboko w oczy. 
- Kocham Cię tak bardzo że nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. - powiedziałam szczerze.
- Ja też Cię kocham. Jesteś najwspanialszą osobą w całym moim życiu. Chciałbym żebyś poznała moją rodzinę. 

***

Oto i nowy rozdzialik. 
Czytasz+ Komentujesz= Motywujesz!
Zapraszam Was na mojego drugiego bloga :) 
http://come-and-look-what-are-you-doing.blogspot.com/

Całuję

Rudzielec

Czytam i polecam!