niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 47.

Obudziłam się wtulona w miłość mojego życia. Oddychał miarowo i czułam na sobie jego wzrok. Podniosłam lekko głowę i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się i powiedział.
- Dzień dobry kochanie.- pocałował mnie w nos.
- Mmm.. Tak mogę się budzić zawsze. - powiedziałam i musnęłam jego usta.
- W takim razie. Zamieszkaj ze mną.- ożywił się od razu.
Patrzyłam na niego chcąc sprawdzić czy sobie ze mnie żartuje czy mówi to serio.
- Nie uważasz że to za szybko? - spytałam niepewnie zagryzając niepewnie wargę.
- Wcale. Kocham Cię dokładnie od siedmiu lat, dwóch miesięcy, czternastu dni i ośmiu godzin z minutami.Chcę się budzić przy Tobie , patrzeć jak przeżywasz wstawanie do pracy, robić Ci śniadania i być przy tym jak zasypiasz. Chcę być w każdym aspekcie Twojego życia. Zaczynam za Tobą tęsknić nawet kiedy śpisz tuż obok mnie. I nie,nie uważam że to za szybko.- mówił to patrząc mi prosto w oczy. 
- Jak ja Cie kocham. Zgadzam się.- powiedziałam i go pocałowałam.
- Dziękuję.- odparł jakby z ulgą.
Poleżeliśmy jeszcze jakiś czas, po czym on zaczął wstawać.
- Mamy dziś wolne więc zostajesz w łóżku, a ja Ci zrobię śniadanko.- powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Och panie Kubiak bo się przyzwyczaję.- uśmiechnęłam się szeroko kiedy patrzyłam jak tanecznym krokiem ubiera bokserki i kieruje się do drzwi. 
- Ale poczekaj tu kocie. - poruszał charakterystycznie brwiami, pokręcił tyłkiem w tylko dla siebie znanym rytmie. 
Zaśmiałam się na to , rzuciłam w niego poduszką i krzyknęłam.
- Szejk as kochanie. 
- Dla Ciebie zawsze. - wysłał mi buziaka i poszedł do kuchni. 
W czasie kiedy on tworzył dla mnie żarło, do mnie zadzwonił telefon. 
- Witam mojego kochanego bff!- zawołałam wesoło.
- Teraz kochanego, a wcześniej nawet się nie odzywałaś. - usłyszałam Oliega.
- Przepraszam ale tyle się działo.
- No to opowiadaj.
Pogadałam z nim chwilę gdy do sypialni w końcu wszedł mój chłopak. Pożegnałam się z przyjacielem i odłożyłam telefon na szafkę.
- A co to za pyszności? -spytałam śmiejąc się. 
- To tylko ja. A no i śniadanko.- odparł szczerząc się.
Zabrałam się za gofry które dla mnie zrobił i popijałam moim ulubionym sokiem pomarańczowym.
- Mmm. Pamiętałeś, że kocham sok pomarańczowy. - powiedziałam i pocałowałam go.
- A to za co? 
- Za wszystko. - odparłam.
Spojrzał na mnie swoimi jakże pięknymi niebieskimi oczkami. I kiedy chciał coś rozdzwonił się mój telefon.
- Halo.
- Cześć córcia.
- Mamuś! No hej . Coś się stało że dzwonisz? - spytałam mając już czarne myśli.
- Nie, spokojnie. Chciałam Ci tylko powiedzieć że planujemy Cię dziś odwiedzić z tatą.
- Ale że dziś? O której?
Pogadałyśmy jeszcze chwilę ustalając że powinni być u mnie na wieczór. Pożegnałam się grzecznie i odłożyłam telefon.
- Michale, synu Jarosława Kubiaka. Nadszedł czas. - zaczęłam z powagą.- Czas.. by się ubrać. Czas.. byś pomógł mi w ogarnięciu mieszkania. Czas.. byś poznał moich rodziców. Czy jesteś na to gotowy?
- Nie wiem czy jestem godzien.- powiedział równie poważnie i skinął lekko głową.
Po chwili ciszy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.
- Dobra kocie, śniadanko było pierwsza liga ale czas się ogarnąć. Idę pod prysznic.
- Ok to ja tu trochę ogarnę. - powiedział i cmoknął mnie w polik.
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Wzięłam szybki prysznic, posmarowałam ciało balsamem i wyszłam owinięta ręcznikiem.
- Skaaarbie, a może zostaniemy dziś w domu? - wymruczał mi do ucha Kubiak stając za mną.
- Noł łej - cmoknęłam go w nos.
Ubrałam się szybko i od razu pojechaliśmy do mnie. Śpiewaliśmy piosenki w drodze do mieszkania.

******
Tum turum..
Jestem, mam nadzieje że jeszcze ktoś to czyta :)
Dziękuje Wam za wyświetlenia.
Kochani, piszcie co sądzicie o rozdziałach.
Czytasz+Komentujesz= Motywujesz
Kisses,
Rudzielec

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 46

Siedzę właśnie na lotnisku. Długo nad tym myślałam i postanowiłam wyjechać. Tak, wiem. Uciekam,  nie chcę ranić ich obydwu. Michał do mnie ciągle dzwonił, chciał nawet przyjechać ale mu nie pozwoliłam. Paul także dawał o sobie znać. Weronika nie umiała mi pomóc. Największą radość dawała mi zabawa i opieka nad Zosią i Fabiankiem. Pocieszne dzieciaki. Trzymam w jednej ręce kubek gorącej kawy, a w drugiej telefon. Zastanawiam się czy powiadomić ich o mojej decyzji. Wiem że na to zasługują ale nie jestem pewna czy mam w sobie na tyle siły.
- Raz się żyje- powiedziałam sobie w duchu.
Najpierw zadzwoniłam do Paula. Odebrał po kilku sygnałach.
- Natalia?- zaczął zdyszany.
- Przepraszam, przeszkodziłam Ci w czymś?
- Nie, skądże. Coś się stało że dzwonisz?
- Tak. Wyjeżdżam. Chciałam Cie za wszystko przeprosić. Wybacz że nie mam tyle odwagi by spojrzeć Ci prosto w oczy. Mam nadzieje że będziesz szczęśliwy.- powiedziałam ze łzami w oczach i rozłączyłam się.
Zebrałam się na odwagę i wybrałam numer Michała.
- Mała? Co się stało?- spytał od razu odbierając.
- Michał ja.. wyjeżdżam.
- Co?! Gdzie jesteś?
- Jestem na Okęciu. Proszę, nie utrudniaj tego.
- Siedź tam i się nie ruszaj! Jadę! -krzyknął.
- Michał...- zaczęłam ale odpowiedział mi odgłos zakończonego połączenia.
Spojrzałam na zegarek. Lot miałam za jakąś godzinę. Wiedziałam że nie zdąży tu przyjechać w tak krótkim czasie. Jednak nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo się myliłam, ponieważ już po pół godziny słyszałam jak krzyczy do mnie z końca korytarza.
- Natalka! - podbiegł do mnie, wziął na ręce i mocno mnie pocałował.
W tym pocałunku poczułam tęsknotę, miłość i smutek.
- Błagam, nie zostawiaj mnie! Kocham Cię! Zrobię dla Ciebie wszystko tylko błagam, nie jedź.- mówił drżącym głosem, a w oczach zbierały mu się łzy.
- Michał.. Ty masz rodzinę. Nie chcę tego psuć. Proszę , wracaj do rodziny. - powiedziałam, a po twarzy spływały mi słone krople.
- Spójrz mi prosto w oczy i powiedz że mnie nie kochasz, a to zrobię.
Otworzyłam usta, lecz po chwili znowu je zamknęłam i spuściłam głowę w dół.
On chwycił mój podbródek tak bym na niego patrzyła i pocałował mnie delikatnie,a zarazem namiętnie.
- Monika powiedziała mi że widzi jak się zachowuje od naszego spotkania i sama się domyśliła że coś między nami zaszło. Nie robiła mi żadnych problemów tylko powiedziała mi jedno zdanie " Idź i ją zdobądź".  Dlatego proszę Cię! Nie zostawiaj mnie! - patrzył na mnie z nadzieją w oczach.
Uśmiechnęłam się lekko, pogładziłam go po twarzy i powiedziałam :
- Nigdy nie przestałam Cię kochać. Tak bardzo tęskniłam..
- Zawsze byłem blisko. Zawsze będę!
Przytuliłam go mocno i staliśmy tak przez chwilę.
- To znaczy że zostajesz?- spytał patrząc mi w oczy.
- Teraz to Cię nie zostawię! - odpowiedziałam i puściłam mu oczko.
 Michał z radości krzyknął głośno i wziął mnie na ręce po czym zaczął się kręcić w kółko. Robił to dopóki nie usłyszeliśmy owacji. Kiedy się zatrzymał okazało się że zebrało się przy nas sporo ludzi i nam klaskali. Ja jak to ja zrobiłam się czerwona i schowałam się za Miśka, natomiast on ukłonił się i strzelił swój firmowy uśmiech. Odwrócił się do mnie i powiedział.
- Chodź piękna, wracamy do domu!
I jak gdyby nigdy nic pocałował mnie w czoło, zgarnął ręką moją walizkę i odjechaliśmy w stronę zachodzącego słońca. A tak serio to pojechaliśmy do Żor. Mówił że Moniki już nie powinno być.
Jadąc co chwilę spoglądałam w jego kierunku. W oczach miał tak silny blask, na ustach uśmiech. Wiedziałam że to jest to. Jak to mówią stara miłość nie rdzewieje.

****
Coś dłuższego po mojej nieobecności. Miałam wenę i myślę że nie jest tak zły ten rozdział.
Mam nadzieję że nie straciłam czytelników!
Kocham Was,
Czytasz+Komentujesz=Motywujesz!!
Kisses,
Rudzielec



piątek, 10 października 2014

Ogłoszenie.

Drogie czytelniczki,
Przepraszam ale jestem zmuszona zawiesić pisanie bloga na czas nieokreślony.
Mam kompletny rozpierdol w głowie i nie potrafię sklepać porządnego zdania. 
Obiecuję, że kiedy się już ogarnę wrócę do pisania! 
W razie jakichkolwiek pytań możecie mnie znaleźć na stronce Matt za piękny na ten świat. 
Do napisania,
Rudzielec.
P.S. Kocham Was.

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 45.

Z punktu widzenia Michała.
Siedziałem w domu i piłem już kolejne piwo. Monika pojechała z małą do matki. W sumie to dobrze i tak nie ma ze mnie żadnego pożytku. Od tego feralnego pocałunku nie mogę przestać myśleć o tej drobnej rudowłosej. Jej usta idealnie pasują do moich. Całkiem pogubiłem się w tym wszystkim.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem dobrze znany mi numer.
Po kilku sygnałach odebrała.
- Michał?
- Tak ,to ja.
- Coś się stało?- spytała wzdychając.
- Nie, lubię słuchać Twojego głosu. Nie mogę przestać o Tobie myśleć.
- Michał, proszę. Nie pomagasz mi. - mówiła z łamiącym się głosem.
- Proszę Cię. Nie płacz. Nie chcę byś cierpiała. Ja Cie..
- Nie mów tego- przerwała mi, kiedy chciałem wyznać jej swoje uczucia.
- Nie uciekniemy przed tym. Wiem że nie jestem Ci obojętny, Ty mi tym bardziej.
- Michał, Ty masz narzeczoną i córkę, ja mam chłopaka.
- Ale Ty nic do niego nie czujesz!- podniosłem lekko głos.
- Przestań.. Czy Ty jesteś pijany?- w końcu skapnęła się że coś jest jednak na rzeczy.
- Jaki pijany? Ledwo dwa piwa wypiłem. No może cztery.. ewentualnie osiem.
- Proszę Cię idź spać. Porozmawiamy jutro ale jak będziesz trzeźwy.Okey? - powiedziała spokojnie.
- Okey.
- Okey.
- Przestań ze mną flirtować.- powiedziałem ze śmiechem.
Usłyszałem jej jakże cudowny śmiech, którego tak dawno nie słyszałem.
- Śpij dobrze Misiek. Dobranoc.
- Dobranoc piękna. - wymruczałem i czekałem aż się rozłączy.
Ciągle słyszałem jej oddech.
- No rozłącz się w końcu! - powiedziała.
- Nie Ty się rozłącz.
Usłyszałem po drugiej stronie płacz jakiegoś dziecka.
- O cholera Zosia! - powiedziała Natka.
- Coś się stało?
- Zocha mi z łóżka zleciała bo śpi ze mną. Dobra muszę ją jakoś pocieszyć. Idź spać Misiek.
- A mnie kto pocieszy? Mi też jest smutno.
- Dobranoooc!- powiedziała i się rozłączyła.
Westchnąłem i postanowiłem zrobić tak jak mi kazała. Wziąłem szybki prysznic i rzuciłem się na łóżko. W momencie zasnąłem.

Z punktu widzenia Natalki.
Kiedy udało mi się uspokoić małą nie chciała zasnąć. 
- Ciocia opowiedz mi bajkę.- prosiła.
Kiwnęłam głową, ułożyłam ją wygodnie i przytuliłam do siebie. 
- Dawno, dawno temu. Za górami i lasami żyła sobie królewna. Przyjaźniła się z krasnalami i kochała malować. Pewnego dnia kiedy spacerowała po lesie potknęła się o gałąź drzewa i o mało się nie wywróciła. W ostatniej chwili złapał królewicz który akurat pędził do zamku. Królewna zakochała się w królewiczu. Obiecał jej że spotkają się o północy na polanie niedaleko królestwa. Kiedy królewna przyszła na spotkanie, królewicz był już z inną królewną. Dlaczego? Bo życie to nie jest bajka.- zakończyłam swoją opowieść zapominając że opowiadam to dziecku.
Kiedy popatrzyłam w jej stronę ona smacznie spała. W tej samej chwili otworzyły się drzwi mojej sypialni. Za nimi stała Weronika z butelką wina i machała nią w moim kierunku. 
"Odkleiłam" się od Zośki i poszłam za kuzynką do salonu. Spojrzałam na zegarek była już jedenasta w nocy. 
- No to opowiadaj o tym królewiczu.- powiedziała kiedy usiadłyśmy na podłodze tak jak miałyśmy w zwyczaju.
Westchnęłam i zaczęłam mówić. Opowiedziałam jej wszystko.Od początku czyli jak się poznaliśmy. 
- ... No i nie wiem już co robić. Mam cholerny mętlik w głowie.- zakończyłam swój monolog ze łzami spływającymi po policzkach.
Weronika przytuliła mnie od razu i wytarła moją twarz dłońmi. Spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała.
- Po pierwsze nie płacz. Po drugie dobrze wiesz że zjebałaś tym pocałunkiem, prawda? Ale teraz to nie jest ważne. Musisz zdecydować coś. 
- Wera ale on ma narzeczoną i córkę. Nie mogę rozbijać rodziny. 
- Kochanie, skoro on Cię kocha.. to już chyba nie można mówić o rodzinie. 
- Nie mogę zostawić Paula. Kocham go, on nie zasługuje na coś takiego. Ech najlepiej by było jakbym wyjechała.
- Hmm.. A może to nie jest głupi pomysł. Na jakiś czas. - powiedziała niepewnie.
- Myślałam że powiesz " Nie powinnaś uciekać...bla bla.. tak nie można". Ale też myślę że powinnam stąd wyjechać. 
****
Hej! Zbliżamy się do końca i teraz mówię serio! Naprawdę Was kocham za te komentarze, wyświetlenia <3
Czytasz+Komentujesz=Motywujesz
Kisses,
Rudzielec

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 44.

Iwona posiedziała u mnie do wieczora. Próbowała mi jakoś pomóc, radziła mi od zostawienia Paula i rzuceniu się na Michała , do zakończenia tej znajomości i spłodzeniu małych Lotmanów. No trzeba jej pogratulować pomysłowości. Zaczęłam nawet rozważać ucieknięcie w pizdu. I szczerze mówiąc jest to cholernie kusząca opcja. Z takimi myślami zasnęłam. 
Obudziłam się jakoś po ósmej, Paula już nie było w łóżku. Słyszałam lejącą się wodę więc drogą dedukcji (tak znam takie trudne słowa) wywnioskowałam że bierze prysznic. Tak, ja i moja inteligencja. Powiedziałam mu wczoraj że jadę do Weroniki, oczywiście nie był zadowolony z tego powodu ale nie robił mi problemów. Miałam co prawda wyrzuty sumienia że stawiam go w takiej sytuacji, no ale musiałam coś wymyślić, bo tak jak było być nie mogło.
Spakowałam jakieś ciuchy, nawet zbytnio nie patrzyłam co pakuje.Zjadłam szybkie śniadanie, wypiłam szklankę soku pomarańczowego jak miałam w zwyczaju i poszłam się szybko ogarnąć do łazienki.Ubrałam się w dresy i zwykłą bokserkę, uczesałam koka i lekko się pomalowałam. Wyszłam z łazienki i swoje kroki skierowałam do salonu gdzie siedział mój mężczyzna.Pocałowałam go na pożegnanie i chwyciwszy swoje rzeczy, wyszłam z domu.  Postanowiłam że pojadę pociągiem. Do Katowic to około 3 godziny jazdy samochodem. Z peronu miał mnie odebrać mąż mojej kuzynki Teddy. Niestety był niepocieszony wiadomością że z walizką nie zmieszczę się na motor. Soł sed - jakby to powiedział Igła. Po kilku minutach czekania.. ta jasne po kilku. Po półgodzinie czekania w końcu zjawił się mój pociąg. Weszłam więc do niego i skierowałam się w stronę mojego przedziału. 
W środku siedziała jakaś starsza kobieta i młody chłopak. Przywitałam się grzecznie i walnęłam na wolne miejsce. Wyciągnęłam moją aktualną lekturę którą była książka zatytułowana " Hopeless" i zaczęłam czytać. Po jakichś dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Pani Szymańska! Gdzie się pani do cholery podziewa?- usłyszałam zdenerwowany głos Alka.
- Alek kochanie, nie spinaj się tak bo Ci coś pęknie i grać nie będziesz mógł.- powiedziałam uśmiechając się szczerze usłyszawszy jego głos.
- Dobra, dobra. Ty mi tu nie pierdol tylko mów gdzie jesteś? I czemu Paul taki struty jest? 
- Nie klnij bo powiem Natalce! Jadę na jakiś czas do Katowic. - odpowiedziałam wzruszając lekko ramionami. 
-Ok, bądź tam grzeczna i odzywaj się do brata, tak? 
- Oczywiście, kocham Cie. - powiedziałam i cmoknęłam do słuchawki.
- No ja Ciebie też. Trzymaj się malutka.- powiedział i się rozłączył.
Spojrzałam na telefon. Zero wiadomości, zero nieodebranych połączeń. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni i przymknęłam oczy. Było mi tak błogo kiedy w pewnej chwili poczułam jak ktoś dotyka mojej nogi. Zerwałam się momentalnie. Okazało się że była to ta kobieta. 
- Przepraszam, jesteśmy już w Katowicach. - powiedziała uśmiechając się delikatnie.
Podziękowałam uśmiechem, zgarnęłam torby i wyszłam na peron. Czekał już tam pan Błażusiak.
- Cześć mała - powiedział i mocno mnie przytulił. 
- Cześć Teddy. Fajnie Cię widzieć.- powiedziałam i uśmiechnęłam się w jego kierunku.
- Chodź bo Wera i potwory czekają na Ciebie. 
- Jak tam ostatni wyścig? -spytałam.
- A dziękuje, dobrze. Trzeci byłem. - odpowiedział dumnie.
Na tego typu rozmowach zleciał nam czas dojazdu do domu. Kiedy dojechaliśmy w końcu moja kuzynka wyszła z domu by mnie przywitać.
- Cześć kochanie - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- No witaj. Gdzie potwory? 
- Zośka rysuje dla Ciebie laurkę, a Fabian jest jeszcze w szkole.
Kiwnęłam głową i razem z małżeństwem weszłam do domu gdzie zostałam zaatakowana przez małą blondyneczkę.
- Cioocia- krzyknęła i w momencie znalazła się na moich rękach.
- Cześć szkrabie. - powiedziałam i cmoknęłam ją w czółko. - Mam coś dla Ciebie.
- Co masz? - spytała lekko sepleniąc.
Z torby wyciągnęłam pluszowego misia i jej go podałam.
- Podziękuj ładnie Cioci, Zosiu.- upomniała córkę Weronika.
- Dziękuje - powiedziała mała i cmoknęła mnie w policzek.
- Chodź napijemy się kawy.- powiedziała do mnie Werka.
Skinęłam głową rozbierając się. Szwagier zaniósł moje rzeczy do pokoju gościnnego, a my poszłyśmy do kuchni. Rozmawiałyśmy popijając gorący napój gdy dostałam smsa.
" Nie mogę przestać o Tobie myśleć. Namieszałaś w mojej głowie. M."
Westchnęłam i walnęłam głową o stół.
- Czyli coś się stało -stwierdziła moja kuzynka.
- Eh.. nie pytaj- odparłam.

*****
Dziękuje za wszystkie wyświetlenia, za komentarze i że w ogóle jesteście ze mną! 
Nie wiem ile jeszcze będzie rozdziałów. Strasznie ciężko mi się rozstać z tym blogiem. 
Rozdział dla mojej kochanej W. 
Czytasz+ Komentujesz= Motywujesz.
Kisses, 
Rudzielec.


piątek, 19 września 2014

Rozdział 43

Przebrałam się w lenią sukienkę, narzuciłam kurtkę jeansową, włożyłam sandałki i krzyknęłam do Paula który akurat był pod prysznicem że wychodzę. Szłam powoli lekko się denerwując. 
Zobaczyłam go. Siedział na ławce i patrzył beznamiętnie na wszystko dookoła. Wyglądał dobrze, naprawdę dobrze. Miał na sobie jeansy i czarną koszulę . (Czy wspominałam że kocham mężczyzn w koszulach?Nie? No to już mówię. Kocham ich!) W rękach obracał piękną, czerwoną różę. Widać było że nad czymś intensywnie myśli. 
"Raz się żyje"- pomyślałam. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam.
- Ym. Hej.- powiedziałam dość niepewnie jak na mnie.
- Cześć. Pięknie wyglądasz.- powiedział i pocałował mnie w policzek. 
Czułam że zarumieniłam się na te słowa.
- Dziękuje. - odpowiedziałam grzecznie i usiadłam obok niego.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Próbowałam myśleć racjonalnie ale w jego obecności to nie było takie proste. Przy nim czułam się jak nastolatka. Serce waliło mi jak szalone, oddech również przyspieszył. Nie umiałam się uspokoić. 
- Tak. A więc chciałem z Tobą porozmawiać.- powiedział po chwili przerywając moje rozmyślenia.
- Więc jestem- powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Nie wiem co to było ale nie mogę przestać o tym myśleć Natalko. Tym jednym pocałunkiem zrobiłaś mi rozpierdol w głowie. Naprawdę nie rozumiem tego wszystkiego. - mówił cały czas patrząc mi głęboko w oczy. 
- Michał.. Ja też nie wiem co mnie podkusiło. Wiem, to było samolubne z mojej strony, Jak widać nie myślałam w tamtej chwili. Przepraszam Cię. Wracaj do rodziny. Do córki. - powiedziałam spuszczając głowę. Oczy zaszły mi łzami, a jeszcze mi brakowało by rozpłakać się przy nim.
- A co z Tobą? - spytał podnosząc mój podbródek by spojrzeć mi w oczy.
- Dam radę. Jadę do kuzynki. Pomyślę co zrobić. 
Pokiwał głową nic nie mówiąc. Bacznie mnie obserwował jakby bał się że zrobię sobie krzywdę. 
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Bo jesteś piękna.- odpowiedział pewnie.
- Przestań. Teraz to Ty robisz mi rozpierdol.
- Dlaczego? Przecież nic nie zrobiłem. 
- Wiesz co jest najgorsze? Pozwolić odejść komuś kogo się kocha. Ja.. pozwoliłam Ci kiedyś odejść- powiedziałam. - I to była moja najgorsza decyzja..- dodałam ciszej.
- Przecież poznałaś Paula. Nie jesteś z nim szczęśliwa? 
- Jestem i to bardzo. Ale.. on zasługuje na kogoś lepszego niż ja. 
- To co teraz? Udajemy że tego nie było? Ale i tak już nie będzie tak jak wcześniej.
- Nie wiem Michał..- powiedziałam po czym wstałam z ławki.
- Kiedyś wyznałabym Ci miłość i po prostu bylibyśmy razem ale teraz.. Nie wiem co czuje. Przepraszam. -dodałam i uciekłam. 
Biegłam do domu. Próbowałam się uspokoić ale tak bardzo bolało mnie serce. Zaczęło mi brakować oddechu. Wpadałam w histerię. Wiedziałam że mój chłopak jest na treningu w tej chwili więc szybko weszłam do mieszkania, zwinęłam się w kłębek na podłodze w salonie i przez kilka minut tak leżałam uspokajając oddech. Liczyłam od jednego do stu. Kiedy byłam przy sześćdziesięciu zadzwonił mój telefon. 
- Słucham?- powiedziałam odbierając.
- Natka? Co Ci jest?-usłyszałam głos Iwonki. 
- Możesz przyjechać? Błagam Cię. - powiedziałam łamiącym się głosem. 
- Będę za pięć minut. - odpowiedziała i rozłączyła się. 
Rzuciłam telefonem gdzieś w kąt i leżałam dalej. Z mojego letargu obudził mnie dzwonek do drzwi.
- Otwarte! -krzyknęłam najgłośniej jak tylko mogłam.
Do mieszkania wleciała Ignaczakowa. 
- Jezus Maria! Mała co Ci jest? Dasz rade wstać? 
- Iwona.. ja.. umarłam w środku - odpowiedziałam i walnęłam głową o zimną posadzkę. 
- Co Ty pierdolisz?-spytała wyczułam lekkie zdenerwowanie mojej towarzyszki ale nie dałam po sobie poznać.
- Nie wiem co mam robić- powiedziałam i wybuchnęłam głośnym płaczem.

***
Witam,
dodaję nowy rozdział! Mam nadzieję że się spodoba.
Czytasz+Komentujesz=Motywujesz!!
Ded. dla W <3

Kisses,
Rudzielec 

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 42

Jakiś czas później. 
Nie miałam kompletnie żadnego kontaktu z Kubiakiem. Ani ja nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, ani on nie palił się do rozmowy ze mną. Cały czas zastanawiałam się co mnie podkusiło by go pocałować. Nie rozumiałam sama siebie.
Obudziłam się jak zwykle w ramionach Paula. Patrzyłam chwilę na niego. Wiedziałam że go kocham ale Michał.. do niego  też coś czułam. Wstałam cicho nie budząc chłopaka i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kawę i jak miałam w zwyczaju gdy chciałam pomyśleć usiadłam na parapecie. Zaczęłam wspominać jak poznałam chłopców, jak poznałam Michała.. To było dość zabawne.

"Cieszysz się jak głupia. Ale szkoda Ci jest skrzatów. Nagle wpadasz na kogoś. Upadasz na schody. Jesteś wściekła na debila który Cie przewalił.
- Uważaj jak łazisz idioto.- próbujesz wstać.
- Przepraszam.. Ja.. Przepraszam- mówi speszony- Pomogę Ci wstać.
Chwytasz go za rękę i dopiero wtedy zobaczyłaś kim jest sprawca. Zamarłaś.
Był to nikt inny jak Michał Kubiak. Stał przed tobą z nieśmiałym uśmiechem.
- Bardzo Cię przepraszam. Naprawdę nie chciałem. Zagapiłem się.
- Ja.. Em.. spoko.. To jest.. Nic mi nie jest.
- O widzę ze już poznałeś naszą nową maskotkę – wyskoczył jak Filip z konopi nasz kochany Libero.
- No wiesz?! – udajesz oburzoną i dajesz  mu kuksańca .
- Auaa. Oj kochanie nie gniewaj się .
- Echem- O swoim istnieniu przypomniał wam Dziku.
- Tak w ogóle to Natalka jestem ale przyjaciele ze względu na mój wzrost mówią na mnie Maleństwo- grr.. znowu się błaźnisz
Tylko nieliczni wiedzą że gdy się denerwujesz to włącza Ci się słowotok.
- Miło mi. Jestem Michał, a przyjaciele mówią na mnie Dziku ewentualnie Kruszyna.

Słysząc jego speszony głosik chichoczesz cicho..."

Boż i jeszcze ta impreza.. 
Siedziałam tak i wspominałam z rozmarzonym uśmiechem.W końcu uświadomiłam sobie że muszę odpocząć. Postanowiłam że pojadę do mojej kuzynki Weroniki. Wzięłam telefon i wybrałam do niej numer.
Po kilku sygnałach odebrała. 
- No nie wierzę Ciotka Natalka się odezwała!- usłyszałam wesoły głosik Wery. 
- Tak, tak wiem. Zła, be Natka. - powiedziałam do niej ze śmiechem.
- No dobra gadaj mnie tu szybko co chcesz bo mi tu Zośka z Fabianem sie biją. 
- Tak jak my kiedyś.. A wracając, mogę Cię odwiedzić?
- Jeszcze pytasz?! Kiedy mam się Ciebie spodziewać? 
- Hm. Powiedzmy jutro rano? 
- Spoko, coś się stało? 
- Pogadamy jutro. Ucałuj szkodniki.
Usłyszałam śmiech po drugiej stronie i dźwięk zakończonego połączenia. 
Zastanawiałam się jak powiem o tym chłopakom gdy nagle odezwał się mój telefon.
Był to Kubiak.
- Cześć. 
- Emm.. No hej. - powiedziałam niepewnie.
- Masz czas? - zapytał.
- Tt.. Taa. mam.
- W takim razie wyjdź proszę z domu i przyjdź do parku. Chyba powinniśmy porozmawiać. - mówił spokojnym głosem. 
- Dobrze. Będę za 15 min. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Dziwnie się poczułam kiedy zakończyłam rozmowę. Cieszyłam się ale także czułam wielki niepokój. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Bałam się jak mogę się zachować. Musiałam wszystko mieć pod kontrolą. Bałam się że może dalej żywię jakieś uczucie do Michała. A wtedy... Co z Paulem? Co jeśli Kubiak powie mi że nie chce już mnie widzieć?  Ech.. Czym ja się przejmuję? Przecież ja go nie kocham..prawda?

**** 
Witajcie :* Specjalnie z okazji końca wakacji i rozpoczęcia roku szkolnego mam dla Was nowy rozdział. Czy się spodoba? Nie wiem, ale mam nadzieję. Dziękuję za wszystkie wejścia, komentarze etc. 
Czytasz+Komentujesz=Motywujesz.
Kisses,
Rudzielec. 




Czytam i polecam!